Biały Dom nie podjął jeszcze decyzji ws. wprowadzenia ceł na import rafinowanej miedzi do USA - podała dziś agencja Reutera powołują się na swoje źródła. Wg agencji plan nałożenia ceł utknął w martwym punkcie, bo urzędnicy amerykańskiej administracji obawiają się zbyt silnych wzrostów kosztów tych ceł dla przemysłu i konsumentów. W reakcji na te doniesienia notowania miedzi zaczęły spadać. Jeżeli przełamie wsparcie na 6,5103 to spadki mogą się znacząco pogłębić.

Rynek miedzi od dłuższego czasu był pod popytowym wpływem ryzyka związanego z cłami. Groźba ceł napędzała bowiem zakupy miedzi przez odbiorców z USA, którzy w ten sposób budowali duże zapasy, "wyciągając" jednocześnie miedź z innych rynków. A to podbijało ceny.

Opóźnienie we wprowadzeniu ceł, a być może nawet jakieś prawdopodobieństwo, że tych ceł nie będzie, w sposób naturalny sprowokowało spadki cen miedzi na świecie. Sytuacja jest jednak płynna i dalsze zachowanie miedzi będzie zależało od kolejnych informacji dotyczących ceł. To w tej chwili temat numer jeden na tym rynku.

Odpowiedzi odnośnie najbliższe zachowanie cen miedzi nie przynosi również analiza techniczna sytuacji na jej wykresie dziennym. Wprawdzie wyrysowana dziś długa spadkowa świeca straszy, podobnie jak widoczne na niektórych wskaźnikach podażowe sygnały i negatywne dywergencje, ale wciąż kurs nie przełamał jeszcze kluczowych poziomów wsparcia.

Dopiero jednak spadek poniżej atakowanej aktualnie strefy 6,5464-6,5885, jaką tworzy półroczna linia trendu wzrostowego i 50-dniowa średnia, potwierdzony następnie przez spadek poniżej lokalnego dołka z 2 września (6,5103), będzie sygnalizował na tyle duże pogorszenie sytuacji, że znacząco wzrośnie prawdopodobieństwo głębszych spadków. Nawet w rejon 5,9821-6,1088, gdzie kolejną silną barierę popytową tworzy roczna linia hossy i 200-dniowa średnia.